czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 36

Natalia :
Siedziałam w więzieniu i płakałam , dlaczego ja nadal kocham Rossa ? Czemu ja nie mogę o nim zapomnieć ?
Zadawałam sobie miliony pytań na które nie znałam odpowiedzi.
Dzisiaj mogłam zadzwonić do kogoś ze znajomych. Wybrałam numer Lyncha.
- Hej. - odezwał się głos.
- Cześć Ross , to ja Natalia. - rzuciłam ze łzami w oczach.
- Gdzie jesteś i dlaczego do mnie dzwonisz ?
- Jestem w więzieniu , kocham cię. - trzęsłam się.
- Że jak ?!
- Ross błagam cię wyciągnij mnie stąd , ja nie chciałam uderzyć Ani , ja byłam pijana i nie wiedziałam co robię.
- Nie , zostaw mnie już na zawsze , mam dziewczynę i ją kocham. - rozłączył się a ja płakałam.

 
 
 
Carlos :                         
Za dwa dni mamy wziąć ślub z Alexą a my nie mamy kompletnie nic przygotowane. Poprosiłem dzisiaj Jamesa żeby pojechał ze mną kupić jakieś wdzianko jak to nazwał Logan.
Wybrałem , zapłaciłem i przyjechaliśmy do domu.
- Jesteśmy ! - wydarłem się a Martha zaczęła powoli schodzić po schodach, ciężko jej było bo Dowes była w 9 miesiącu ciąży natychmiast pomogliśmy jej z Jamesem i poszliśmy z nią do kuchni.
- Boże ale się dzisiaj narobiłam. - brunetka usiadła na krześle.
- Martha mówiłem ci że masz odpoczywać a nie sprzątać.
- Jimmi , ale mi się okropnie nudzi. - Maslow pocałował ją i zrobił jej zieloną herbatę.
- Przepraszam was ale ja spadam zamówić miejsce w restauracji na ślub. - wziąłem ciastko i wybiegłem z domu.
 
Alexa :
Zeszłam na dół żeby poprosić Marthę aby pojechała ze mną po suknię.
- Cześć kochana , mam takie pytanko. -rzuciłam wchodząc do kuchni.
- Jasne. - brunetka wstała z miejsca.
- Ja z wami pojadę bo muszę pilnować Marthy. - Maslow zerwał się i chwycił kluczyki od samochodu.
Kupiłam sobie sukienkę a przy wyborze sukienki dla Dowes , dziewczyna marudziła że ona jest gruba i w nic nie wejdzie ale namówiłam ją na piękną suknię.
Sala ślubna wyglądała tak :
 
 
 
 
Było pięknie , czułam się jak w bajce.
Minęły dwa dni , nadszedł dzień mojego i Losa ślubu, zbierałam się szybko , przecież nie mogłam się spóźnić na własny ślub.
Carlos:
Ja i Lexa staliśmy na przeciwko siebie i składaliśmy sobie przysięgę małżeńską.
- Czy ty Alexo Vego bierzesz sobie za męża Carlosa Roberta Penę ? - zapytał ksiądz.
-Tak. - odparła.
-Czy ty Carlosie Roberto Pena bierzesz sobie za żonę Alexę Vegę ? - zadał kolejne pytanie.
-Oczywiście.- odpowiedziała uśmiechnięta Lexa.
- Teraz możecie się pocałować , wszyscy zaczęli płakać. Po ceremonii pojechaliśmy do sali balowej.
Potańczyliśmy , impreza była do rana, następnego dnia miałem niesamowitego kaca.
Ja i Alexa już następnego dnia pojechaliśmy na podróż poślubną.
 
James :
Chodziłem cały czas koło Martusi.
- Co James ? - spojrzała mi w oczy.
- Kocham cię. - dałem jej buzi.
- James. - nagle jakoś dziwnie się na mnie spojrzała.
- Kotku co jest ? -wystraszyłem się.
- James ja mam skurcze.
- O mój Boże , teraz ? - wziąłem ją na ręce i pojechaliśmy do szpitala.
Lekarze zabrali ją na porodówkę a ja poszedłem z nimi.
- Może pan asystować żonie. - powiedziała pani doktor.
Złapałem Dowes za rękę a  ona tak mocno ją ścisnęła że myślałem że mi zaraz ją złamie.
- Dasz radę , wszystko będzie dobrze. - głaskałem ją po głowie.
Po kilku minutach lekarka zapytała czy chcę odciąć pępowinę zobaczyłem krew i zemdlałem.
 
Martha :
Cholera jasna tylko nie to James zemdlał , na szczęście kiedy się budził trzymałam maleńką na rękach.
- To moja córeczka. - dałam mu ją na ręce a on non stop się na nią gapił.
- James.
- Tak. - miał tzw gwiazdki w oczach.
- Może damy jej na imię Madison ? - zapytałam z nadzieją że brunet się zgodzi.
- Tak kochanie.
Madi zasnęła na rękach Maslowa , cały czas swoją małą rączką trzymała jego palec.
- Ona ma twoje oczka. - James oddał mi Madison i pocałował mnie.
Za dwa tygodnie wyszłam ze szpitala , James natychmiast wziął małą na ręce i zaczął do niej mówić.
- Teraz jedziemy do domu , tam poznasz wujków i ciocie.
 
  
                                                                                                                                                                    


poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 35

Kendall :
Nie miałem co ze sobą zrobić , żadnych tras koncertowych , płyt , byłem bezrobotny. Jak codziennie zszedłem na dół po jakieś picie bo zaczęło mnie suszyć w gardle. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi , poszedłem odtworzyć.
- Dzień Dobry. - zobaczyłem Victorię
- Dzień Dobry. - odparłem z niechęcią.
- Jest Jimmi ? - zapytała.
- Jaki Jimmi ? - zdziwiłem się o kim ona mówi.
- No James Maslow , jest czy go nie ma ? -  zaczęła się niecierpliwić.
- A czego pani od niego chce ? - nie chciałem z nią gadać.
- Chcę z nim pogadać. - rzuciła.
- James jakaś baba do ciebie !! - wydarłem się a Maslow przyleciał w spodniach.
- Co się stało ? - rzucił zakładając pasek na jeansy.
Zostawiłem ich samych i poszedłem do Marthy żeby zobaczyć jak ona się czuje.


James :
- Cześć James. - przywitała się.
- No hej , coś cię do mnie sprowadza ? - byłem zaskoczony jej wizytą.
- Tęsknię za tobą. - zaczęła mnie dotykać ale ja się od niej odsunąłem.
-  Vicky ja mam dziewczynę. - powiedziałem.
- Wiem misiu.
- Ty nie przyszłaś dlatego że za mną tęsknisz. Powiedz co jest prawdziwym celem twojej wizyty.
- Nie mam gdzie mieszkać. - udawała że płacze.
- Jak to ? - nie chciało mi się jej wierzyć.
- James ja wiem że ty masz dobre serce i mnie przyjmiesz. Ja będę spała na kanapie jeśli pozwolisz mi tu zamieszkać.
- Ech no dobrze. - taki już jestem nie potrafię odmówić.
Poszedłem do Marthy żeby jej o tym powiedzieć.
- Martuś tylko obiecaj że nie będziesz na mnie zła. - złapałem ją za rękę.
- No dobrze mów. - poprosiła.
- Bo ta Victoria nie ma gdzie mieszkać a ja mam zbyt miękkie serce i pozwoliłem jej u nas zamieszkać.
- W porządku. - brunetka się wcale nie zdenerwowała.
- Kocham cię. - pocałowałem ją i pogłaskałem po brzuchu.
- No to już wybrałaś imię dla małej ?
- Tak , Megan. - odpowiedziała.
- Śliczne. - dałem jej buziaka w czoło i właśnie w tym momencie zaczęła płakać Ania i musieliśmy ją przewinąć.

Victoria :
Przecież ja chciałam tu mieszkać żeby dosypać tej dziewczynie Jamesa czegoś do jedzenia żeby mieć ją z głowy i też tak postanowiłam zrobić. Usmażyłam jajecznicę i zrobiłam herbatę owocową żeby ona nic nie poczuła , dosypałam jej tego proszku i  kiedy oni przyszli do kuchni dałam jej śniadanie.
- Dziękuje to miłe z twojej strony ale ja nie jestem głodna.
- Ja się  na męczyłam a ty nie chcesz jeść ? - udawałam że mi smutno.
- No dobrze. - odparła.  Chciałam się jej jak najszybciej pozbyć.

Logan :
Leżałem i myślałem co mógłbym zjeść na śniadanie , zasnąłem. Obudził mnie krzyk , momentalnie zerwałem się i pobiegłem na dół.  Zobaczyłem Marthe która płakała.
- Ej co się stało ? - zapytałem wystraszony.
- Ja krwawię. - rzuciła z płaczem w głosie i zemdlała. Na szczęście że ją złapałem i zaniosłem na kanapę. Po kilku minutach Dowes się obudziła a ja pomogłem jej wstać i pojechaliśmy do szpitala. Kiedy byliśmy na miejscu zadzwoniłem do Jamesa. Maslow natychmiast zjawił się w sali.
- Boże Martha co się stało ? - chłopak zbladł.
- James tylko ty też mi tu nie mdlej.  - spojrzałem na niego.
Martha została w szpitalu na badaniach.

James :
Bardzo się o nią bałem i o naszą córeczkę. Zasnąłem obok niej.
Rano lekarza przyszedł do sali w której była Martusia.
- Więc z dzieckiem wszystko w porządku. A to krwawienie było spowodowane silnym lekiem. - kiedy to usłyszałem odetchnąłem z ulgą.
- Kiedy ma pani termin na poród ? - zapytał.
- Za trzy dni. - odpowiedziała Martha.
- Zostanie pani w szpitalu gdyby pani dostała skurczów. Nagle Martha się skrzywiła i położyła rękę na brzuchu.
- Kochanie wszystko jest ok ?
- Tak ale.... - dziewczyna wzięła mają rękę i przyłożyła do swojego brzucha. Poczułem kopnięcie i pocałowałem ją w usta.
- Kocham was - szepnąłem po czym położyłem głowę na jej brzuchu.....



poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 34

Carlos :
Dzisiaj postanowiłem oświadczyć się Alexie , bardzo ją kochałem i nie wiedziałem jak mam ją poprosić o rękę. Kupiłem pierścionek i poprosiłem Vege żebyśmy się przeszli na plażę , na szczęście ona się zgodziła.
- Alexa no bo ja.... - zacząłem a ona się na mnie spojrzała.
Nagle jakby spod ziemi zjawił się Henderson i przerwał moją próbę oświadczyn.
- Carlos menager dzwonił i kazał nam natychmiast przyjechać. - powiedział zdyszany.
- Ale jak to ? Co się stało ? - nie miałem zielonego pojęcia o co mu chodzi.
- Opowiem ci w drodze a teraz chodź bo Kendall czeka w samochodzie.
- Alexa przepraszam cię ale widzisz coś po prostu nie spodobało się naszemu menagerowi.
- Rozumiem Los. - Vega pocałowała mnie w policzek.
Pobiegłem ze Loggiem i pojechaliśmy do studia. Weszliśmy do środka i zauważyliśmy zmartwionego Johna.
- Hej, co się stało ? - on tylko spojrzał na nas i dalej trzymał się za głowę.
- Lepiej usiądźcie. - wskazał gdzie mamy usiąść. I podał nam notowania sprzedaży płyt. Zacząłem czytać : ,, One Direction wydało nową płytę i ich zarobki wzrosły 5 razy więcej a Big Time coś tam prawdopodobnie zakończy karierę. "
- Czyli my stracimy pracę ? - zapytał James.
- Tak. - John dalej załamywał się coraz bardziej.
- Ale przecież możemy nagrać nową płytę. - zaproponował Logan.
- Możecie ale nie ma kasy żeby ją wydać.
- Co się z nami stanie ? - dalej męczył pytaniami James.
- Musicie się rozpaść i zrobić karierę solową. - odparł po chwili nasz menager.
- My jesteśmy jak bracia. - zacząłem.
- Bardzo mi przykro.- spojrzeliśmy na siebie pojechaliśmy do domu.
Wpadliśmy do mieszkania Dowes jak burza i z trzaskiem drzwi.
- Bądźcie ciszej bo Ania śpi. - nagle zjawiła się Martha i po naszej minie już wiedziała że coś się stało.
- Mówcie co jest. - brunetka wstawiła wodę na herbatę.
- No więc straciliśmy prace. - rzucił Kendall.
- Że jak ? - Dowes nie mogła uwierzyć. - po chwili zobaczyłem że Maslow jakoś niespokojnie siedzi.
- Tylko proszę nie denerwuj się bo jesteś w ciąży a dziecko wyczuwa stres u matki. - Logan popisywał się wiedzą.
W pewnym momencie zadzwonił telefon Jamesa, brunet nas przeprosił i wyszedł odebrać.

James:
- Dzień Dobry panie Maslow. - przywitał się jakiś facet.
-  Dzień Dobry. - odparłem.
- Chciałbym pana poinformować że pana konto zostanie zamknięte jeśli nie wpłaci pan pieniędzy.
- Ale ja przecież mam pieniądze na koncie.
- Musiał pan je wypłacić. - wtedy sobie przypomniałem że pożyczyłem mojemu bratu pieniądze na nowe mieszkanie bo ona też mi pożyczał kiedy ja kupowałem.
- Dobrze. Dziękuje za informacje. Do widzania.
Zbladłem z nerwów byłem bezrobotny i nie miałem kasy na utrzymanie siebie i Marthy.
- James dlaczego tak zbladłeś ? - Martha podeszła do mnie . - Może ty masz gorączkę. - położyła mi rękę na czole.
- Nie ja nie jestem chory. - położyłem jej głowę na ramieniu.
- Możesz sobie poszukać innego faceta który zapewni tobie i maleństwu wszystko.
- James dlaczego tak mówisz ?
- Bo ja nie mam pracy i ani dolara na koncie. - byłem załamany.
- Pieniądze nie są najważniejsze w życiu. Ważne jest to że się kochamy i mamy dzidziusia. - przytuliła mnie.
- Kocham cię. - szepnąłem jej do ucha.
- Ja ciebie też mój misiu. - pocałowała mnie w szyje.
- Damy sobie jakoś radę.
- Ja pożyczę od mojego taty który powiedział że zawsze mi pomoże a szczególnie gdy będzie miał zostać dziadkiem.

Logan :
No super jestem bezrobotny jedyne co mi zostaje to zapić się na śmierć. Kupiłem sobie jakiś alkohol , siedziałem i piłem. Kiedy dopiłem ostatnią butelkę wina przypomniałem sobie że w lodówce mam jedno piwo i postanowiłem po  nie pójść.
Po drodze przypomniała mi się pewna piosenka.
- Szła dzieweczka do laseczka do zielonego laseczka. - zacząłem śpiewać i usłyszałem jakieś krzyki, śmiechy. Poszedłem w stronę pokoju Marthy i Jamesa.
- Jezu co wy się tak drzecie. - ledwo stałem na nogach,
- Nie nic tylko James mnie łaskota a ja tego nienawidzę. - powiedziała Dowes zwijając się ze śmiechu.
- Błagam ciszej bo głowa mnie boli. - chwiałem się ale jakoś doszedłem do pokoju.

Carlos :
Ponownie zabrałem Alexę na plaże i postanowiłem poprosić ją o rękę.
- Lexa ja wiem że to tak wyszło, chciałem ci coś powiedzieć ale Logan nam przeszkodził.
- W porządku Carlos. - Alexa w ogóle nie była zła. Uklęknąłem przed nią , wyjąłem małe pudełeczko i zapytałem ,, Alexo Vego czy wyjdziesz za mnie ? '' a ona rzuciła mi się na szyję i powiedziała ,, Tak , sto razy tak ''.
Byłem bardzo szczęśliwy że blondynka się zgodziła , nie mogłem w to uwierzyć. Po spacerowaliśmy po plaży i poszliśmy zakochani do domu....

Lerman :
Codziennie przychodziłem do mojej córeczki Ani , a Natalia była w szpitalu psychiatrycznym. Chciałem spotkać jakąś dziewczynę która by pokochała mnie i moją córkę. Pewnego dnia poszedłem coś kupić Ani w sklepie dziecięcym a tam ujrzałem pewną młodą kobietę z małym dzieckiem w wózku , od razu pomyślałem że ona ma chłopaka lub męża. Podszedłem obok niej żeby obejrzeć śpioszki.
- Logan to ty ? - ta dziewczyna powiedziała z niedowierzeniem.
- My się znamy ? - zapytałem.
- Tak , nie pamiętasz mnie ? - zadała mi pytanie.
- Wiesz jakoś nie. - udawałem że oglądam ciuszki dla dzieci.
- To ja Ashley ta niska piegowata blondynka której tak nie lubiłeś w podstawówce. - kiedy ona to powiedziała zaczerwieniłem się ze wstydu. Ash bardzo się zmieniła.
- Yyy tak pamiętam. - dalej miałem rumieńce na policzkach.
- Ale ty też wyrosłeś i wypiękniałeś. - rzuciła mi uśmiech.

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 33

Nati : 
Miałam dzisiaj zamiar jechać do Natalii , ponieważ blondynka mnie zaprosiła na herbatę. Pogoda tego dnia dopisywała , świeciło słońce. Wsiadłam w samochód i ruszyłam. Nagle ujrzałam samochód pędzący w moją stronę  , jechał gdzieś ponad 100 km/h. Chciałam skręcić ale usłyszałam tylko huk .

Natalia :
Czekałam na Nati chyba już z trzy godziny , obiecała że przyjedzie przed 13 a już jest 15. Zaczęłam się o nią martwić , myślałam o najgorszym.
- Kochanie a może ja zadzwonię do Marthy ? - chodziłam w kółko.
- Jeśli chcesz. - Lerman wziął  Anię na ręce.
Wybrałam numer Dowes i nacisnęłam ,, Zadzwoń ''.
- Hej Martha , nie wiesz gdzie jest Nati ? - zaczęłam.
- Hej , nie wiem gdzieś wyszła i jeszcze  nie wróciła.
- A ten jej chłopak , może ona jest z nim ? - zapytałam.
- Z  Rossem to raczej nie . - kiedy to usłyszałam ode chciało mi się żyć.
- Jak to z Rossem ? - zadałam jej pytanie drżącym głosem.
- Oni są podobno razem. Nie wiesz o tym ?
- Ja muszę już kończyć. - rozłączyłam się i ze łzami w oczach odłożyłam.
- Natalia co się stało ? - zapytał Logan.
- Nie nic .- poszłam do kuchni zostawiając Lermana z małą.
- Kochanie bo dzwonił do mnie Carlos żebym mu pomógł przy samochodzie. - mój chłopak podszedł do mnie.
- No dobrze jedź .
- Poradzisz sobie z dzieckiem ? - zapytał.
- Tak , przecież jestem jego mamą. - uśmiechnęłam się .
Kiedy Lerman wyszedł przypomniałam sobie o tym co powiedziała mi Dowes i zaczęłam szukać jakiegoś alkoholu.
- Ja tego nie wytrzymam muszę się czegoś napić. - szperałam po szafkach i znalazłam jakiś alkohol , nalałam sobie do kieliszka i usiadłam na kanapie. Wypiłam całą butelkę i poszłam po następną.

Martha :
To dziwne że Natalia się rozłączyła , czułam że ona płakała. Zjadłam coś i postanowiłam do niej jechać , dalej rozmyślałam gdzie jest Starell , po drodze do Natalii zauważyłam policję i karetkę , chyba był jakiś poważny wypadek. Kiedy weszłam usłyszałam krzyki , serce zaczęło mi bić ze strachu , pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju , zobaczyłam że Natalia krzyczała do Ani żeby się zamknęła i chciała ją uderzyć. Uderzyłam Natalię z całej siły , ona upadła trzymając się za nos a ja wzięłam małą na ręce i zadzwoniłam po pogotowie , zauważyłam siniaki na twarzy dziecka. Pocałowałam Anię w czoło ale ona dalej płakała. Byłam wściekła na blondynkę , najchętniej przywaliłabym jej jeszcze raz. Do domu weszli ratownicy , opowiedziałam im co się stało i zabrali małą do szpitala a policja zabrała jej matkę na komisariat. Zadzwoniłam do Jamesa i razem pojechaliśmy do szpitala.
- Co z małą ? - zapytałam panią doktor
- Dziewczynka ma tylko kilka siniaków ale na szczęście nie ma obrażeń wewnętrznych. Narządy pracują prawidłowo. - odparła lekarka.
Poszliśmy do Ani żeby zobaczyć czy śpi , mała popatrzyła się na Jamesa i zaczęła się śmiać.
- Martuś ja nie rozumiem małej , czemu ona się ze mnie śmieje ? - Maslow się dziwnie na mnie spojrzała ale po chwili się uśmiechnął.
Brunet wziął małą na ręce , zauważyłam że ona chce coś powiedzieć.
- Mam ci opowiedzieć bajeczkę ? - zapytał James.
- Ta...ta . - zatkało nas.
- Martha albo tylko mi się zdawało albo mała powiedziała tata . - mój chłopak popatrzył się na mnie.
- Ale to jest nie możliwe.
- Kochanie to jest może , ona jest już dość dużą dziewczynką.
- Ta... ta. - Ania ponownie powtórzyła wyraz.
- Tak tylko gdzie jest twój tata ?
- No właśnie , ja zadzwonię do Logana. - wzięłam mój telefon i wyszłam.
Lerman powiedział że jak najszybciej przyjedzie do nas.

James :
- Widzisz Aniu ja nie jestem twoim tatą ale twoim wujkiem. Ja i twoja ciocia Martha też będziemy mieli takiego dzidziusia jak ty. - powiedziałem i pocałowałem małą w czoło a ona swoją małą rączką złapała mój palec i nie chciała go puścić, zasnęła.
Nagle do sali weszła lekarka i powiedziała że możemy jutro zabrać małą do domu.
 Następnego dnia pojechaliśmy po rzeczy Ani do mieszkania Lermana i zabraliśmy ją do domu Dowes.
- No więc teraz będziesz mieszkać z ciocią i wujkiem. - położyłem ją na łóżku.
- James Nati miała wypadek . - Martha wpadła do pokoju a wraz z nią Alexa.
- Jedźcie do szpitala. - Vega wzięła Anię na ręce a ja i Dowes pojechaliśmy do szpitala.
Kiedy byliśmy na miejscu zobaczyliśmy w sali Rossa który siedział obok Starell , trzymał ją za rękę a on się uśmiechała.
- No no , czyli już ci lepiej .- Martha weszła do sali.
- Znaczy się tak . - Nati usiadła na łóżku a Dowes ją przytuliła.
Po tygodniu Starell wyszła ze szpitala i zawieźliśmy ją do domu.
- O nie już jestem gruba. - któregoś dnia Martha stanęła przy lustrze i jak zwykle zaczęła narzekać na swój wygląd.
- Wyglądasz jeszcze piękniej. - podszedłem do niej i ją pocałowałem w szyję.
- Przecież my wszyscy wiemy ze już przytyłam , James nie próbuj mnie pocieszać. - uśmiechnęła się a ja dałem jej buziaka.
- Dzisiaj mamy jechać na USG żeby zobaczyć jaka jest płeć dziecka. - spojrzałem na nią.
Okazało się że będziemy mieli dziewczynkę , byłem bardzo szczęśliwy.


środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 32

James :
- Martha błagam cię powiedz mi co się dzieje. - zbladłem z nerwów.
- Ja nie mogę przepraszam. - Dowes wstała i poszła do swojego pokoju a ja pobiegłem za nią.
- Kochanie ale dlaczego płaczesz ? - usiadłem na jej łóżku.
- James daj mi spokój. - brunetka otarła łzy i obróciła się do mnie tyłem.
Za dosłownie kilka minut Martha zasnęła a ja ją przykryłem kocem , pocałowałem  w czoło i wyszedłem.
Przez cały czas miałem na myśli jej słowa ,, James muszę ci coś powiedzieć " , zastanawiałem się co ona chciała mi wyznać.
Po godzinie Dowes przyszła do kuchni żeby zrobić sobie kawę.
- Kotku. - spojrzałem na nią.
- Tak ? - rzuciła bardzo oziębłym głosem.
- Kocham cię. - podszedłem do niej i pocałowałem ją w szyję , tym razem pozwoliła mi na pocałunek.
- Ja muszę iść do toalety. - lekko mnie odepchnęła.
- Źle się czujesz ? - zacząłem się jeszcze bardziej o nią martwić.
- Trochę mi nie dobrze. - szybko zerknęła na mnie żeby sprawdzić jak ja na to zareaguje.
- Może się czymś zatrułaś ? - usiadłem na krześle.
- Nie wiem , może. - odparła i poszła do łazienki.

Carlos :
Wyszedłem z mojego pokoju bardzo wesoły ale zobaczyłem Marthę która nie była za bardzo zadowolona.
- Hej , co jest ? - zapytałem z nadzieją na odpowiedź.
- Chyba się czymś zatrułam.
- Może chcesz herbaty miętowej ? - zadałem jej kolejne pytanie.
- Nie dziękuje.
- Ok jak chcesz . - powiedziałem i zszedłem na dół , kiedy właśnie Alexa wróciła z porannego biegania.
- Hej misiu. - przywitała się .
- Hej kochanie. - odparłem.
- Nie wiesz co jest Marthcie ?
- Rano siedziała w salonie , zapytałam czy wszystko jest ok a ona powiedziała że tak ale ja wiem swoje.
Zabrałem kluczyki od samochodu bo Vega poprosiła mnie żebyśmy pojechali do galerii bo ona chciała sobie coś kupić.

Kendall :
W nocy wymyśliłem plan rozdzielenia Marthy i Jamesa, wiem że to jest złe ale ja ją tak bardzo kocham że mógłbym się zabić dla niej.
Wstałem i poszedłem do pokoju brunetki.
- Cześć Martuś. - wszedłem.
- No hej . - zauważyłem że ona była jakaś blada i smutna.
- Wszystko jest w porządku kochanie ? - usiadłem obok niej.
- Tak a czemu pytasz ? - czułem że ona nie ma ochoty mnie słuchać.
- Muszę ci coś powiedzieć na temat Jamesa i Halston.
- Kendall ale ..... - Dowes zaczęła mówić a ja jej przerwałem.
- To jest telefon Jamesa , no nie ? - zapytałem się.
- Tak a co ?
- Przeczytaj tę wczorajszą wiadomość. - podałem jej.
- Po co ? - Dowes była już trochę zła.

Martha :
Schmidt podał mi telefon Maslowa a tam pisało :
,, Kocham cię Halston. Bardzo się cieszę że będziemy mieli dzidziusia. Jak ci obiecałem odejdę od Marthy i będę z tobą i weźmiemy ślub tak jak chciałaś.                                                                                         Twój Jimmi.

- Kendall co to jest ?! - natychmiast wstałam i rzuciłam w niego telefonem.
- Cała prawda o twoim chłopaku . - chciał mnie pocałować ale odepchnęłam go od siebie.
- Zostaw mnie ! - wrzasnęłam na Kendalla.
- Nie bo cię kocham. - o dziwo on był spokojny.
- Wyjdź stąd  , nie chcę cię widzieć ! - wskazałam na drzwi ze łzami w oczach.
- Ale.... - najwyraźniej był niezadowolony. 
- Powiedziałam coś. - udawałam że jestem twarda.
- Kocham cię . - rzekł Schmidt i wyszedł z mojego pokoju.
Jak ja to teraz powiem Jamesowi , przecież on mnie zdradził. Przez pół godziny płakałam aż nagle w moim pokoju zjawił się Maslow , był bardzo zadowolony , chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam i odwróciłam głowę w inną stronę .
- Martusia co się stało , dlaczego płaczesz ? - czułam jego spojrzenie na sobie.
- Idź sobie do twojego dziecka i Halston . - nie miałam siły do niego mówić.
- Jakiego dziecka ? - udawał jakby o niczym nie wiedział , podałam mu ,, niby '' jego telefon.
- Kochanie ale to nie jest mój telefon . - Maslow wyjął z kieszeni swojego Iphona.
- Jak to , Kendall mi go dał . - zaczynałam być zła na Schmidta.
- Perełko ty wiesz że ja bym cię nie zdradził.
- Tak , wiem. - szepnęłam mu do ucha.
- No dobrze to teraz chciałbym się dowiedzieć co ty chciałaś mi powiedzieć. - Maslow położył swoja rękę na mojej.
- No bo ja ....
- Tak kochanie. - miałam łzy w oczach.
- No bo my będziemy mieli dzidziusia. - przez minutę James patrzył się na mnie i nic nie mówił  ale później uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
- Nie wiesz jaki ja jestem szczęśliwy. - odparł , ja nie cieszyłam się tak jak on.
- Ja nie chcę mieć dzieci .
- Oj chcesz ,chcesz tylko o tym jeszcze nie wiesz. - brunet mnie przytulił.
- Ja usunę to dziecko. - dalej płakałam w jego ramionach.
- Chcesz usunąć mojego dzidziusia ? - czułam że Maslowowi chce się płakać.
- Tak . - byłam stanowcza i zdecydowana.
- Nie zrobisz tego jak mnie kochasz. Wychowamy nasze maleństwo i będziemy rodziną.
- Kocham cię Jimmi. - wtuliłam się mocniej w jego bluzę.
- A ja kocham ciebie i nasze dziecko . - pogłaskał mnie po policzku.

Nati :
Byłam bardzo szczęśliwa tym że Ross zaprosił mnie do kina , ubrałam się w jeansy , jakąś bluzę i wyszłam na dwór.
- Hejka Nati .- przywitał się Lynch.
- No hej . - uśmiechnęłam się i wzięłam go za rękę i poszliśmy przez park do kina.
Po filmie Ross zapytał się czy pójdę z nim do wesołego miasteczka , zgodziłam się .

Wróciliśmy w nocy , w kuchni zauważyłam Marthę , wystraszyłam się że ona zapyta się gdzie byłam , jednak Dowes milczała. Pobiegłam najszybciej jak mogłam do mojego pokoju , rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 31

Martha :
Rano obudziłam się wtulona w Jamesa. Pocałowałam go w szyję i poszłam do kuchni napić się czegoś. Po chwili poczułam że James mnie obejmuje.
- Czemu ode mnie uciekłaś ?
- Zachciało mi się pić. - odwróciłam się i dałam mu buziaka.
- Kocham Cię - Maslow się do mnie uśmiechnął.
- Ja ciebie też.
Poszliśmy do salonu żeby zobaczyć czy jest jakiś film. Usiadłam Jamesowi na kolana a on mnie objął.
- Moja i tylko moja pani Maslow.
- Tak twoja.  - zaczęłam się śmiać.
Nagle James zadzwonił telefon Jamesa , wstał i poszedł odebrać.

James :
Na wyświetlaczu pisało ,, Halston " , zdziwiłem się że ona dopiero teraz dzwoni , nie odzywała się dość długo i za pewnie się
za mną stęskniła.
- Hej kotku. - przywitała się Sage.
- No hej. Masz jakąś sprawę do mnie że do mnie dzwonisz.- nie za bardzo miałem ochotę żeby rozmawiać z moją ex.
- Ech a mogę do ciebie kiedyś przyjść bo to nie jest sprawa na telefon.
- Dobrze ale wiesz że ja do ciebie nie wrócę.
- Tak wiem misiu. - odparła.
Rozłączyłem się i poszedłem do Marthy.
- Martuś. - przytuliłem się do mojej ukochanej.
- Tak kochanie ? - Dowes spojrzała na mnie swoimi ślicznymi oczami
- Dzwoniła Halston.
- Ech. - Martha  odwróciła głowę w inną stronę.
- Nie wiem czego ona ode mnie chce , ale ty wiesz że kocham tylko ciebie. - pocałowałem ją w policzek.
- Tak wiem. - czułem że Dowes jest zła.
- Mysia. - położyłem moją głowę na jej ramieniu.

Natalia :
Postanowiliśmy pojechać dzisiaj do domu Marthy żeby zobaczyć czy wszystko w porządku.
- Hej kochani. - weszliśmy do mieszkania.
- Cześć. - przywitał nas James.
- Coś się stało ?
- Nie nic. - uśmiechnął się.
- Jesteś jakiś smutny. - czułam że coś jest nie tak.
- Dzwoniła Halston i chciała się spotkać. - odparł po chwili.
- Ech to chyba nie dobrze. - weszliśmy do kuchni a Maslow zrobił nam herbatę.
- Chciałem się dowiedzieć co to jest ta ,, ważna sprawa " . - brunet wziął łyk herbaty.
- Pewnie Sage będzie chciała cię z powrotem.
- Chyba masz rację. - chłopak był jakiś rozkojarzony.
- A gdzie jest Martha ? - zdziwiłam się że nie ma z nami Dowes.
- Jest w salonie , zawołać ją ?
- Dobrze.
- No hej. - Martha weszła do kuchni i usiadła na stołku.
- Ej no co jest z wami. - dziewczyna też była jakby zła i nie  miała humoru.
- W jakim sensie ? - zadała mi pytanie.
- Pokłóciliście się ?
- Nie. - wiedziałam że oni chyba się pokłócili tylko nie chcą powiedzieć.
- Jak tam dzidziuś ? - zapytał James.
- Bardzo dobrze , rośnie jak na drożdżach. - uśmiechnęłam się.
- A może wy też macie dzidziusia tylko nam nie chcecie powiedzieć . - szturchnęłam Logana żeby nie mówił o takich rzeczach.
- Nie mamy i nie będziemy mieli. - Marthcie puściły nerwy i poszła do swojego pokoju.
- Przepraszam was ale ona nie ma dzisiaj humoru.
- Może ona jest w ciąży i złości się kiedy ktoś mówi o dzieciach. - mój chłopak ponownie się odezwał.
- Jej mama ciągle ją męczy że chciałaby mieć wnuczkę albo wnuczka.
- Tak bywa. - odparłam.
- Wiesz to może my już pójdziemy bo mamy do załatwienia kilka spraw.
- Ok a wpadniecie jutro ? - zapytał brunet.
- Oczywiście. - rzuciliśmy i poszliśmy do domu.

Kendall :
Jak zwykle siedziałem w pokoju , nudziłem się aż nagle usłyszałem że ktoś płacze.
- Martha co się stało - wszedłem do pokoju brunetki.
- Nie nic , zostaw mnie. - Dowes odwróciła się.
- Nie pójdę sobie dopóki nie powiesz mi co się stało. - usiadłem obok niej.
- Ja wcale nie płaczę tylko oczy mnie bolą.
- Martuś ja nie chcę żebyś płakała.- przytuliłem ją.
- No bo moja mama mnie męczy na temat dziecka.
- Powiedz jej że nie jesteś jeszcze gotowa na dziecko. - próbowałem ją jakoś uspokoić.
- Mówiłam ale ona dalej swoje. - tak bardzo chciałem ją wtedy pocałować ale musiałem się powstrzymać , nie chciałem jej zniszczyć życia.
Powiedziałem jej że jakby chciała pogadać to wie że jestem i że może do mnie przyjść o każdej godzinie.
 
Nati :
Zastanawiałam się gdzie jest David , czekałam na niego chyba z godzinę. Postanowiłam do niego pojechać , przed bramą ujrzałam Davida i jakąś rudą laskę która się z nim całowała. Wysiadłam z samochodu i podeszłam do nich.
- Nati to nie jest tak jak myślisz ja ci to wszystko wytłumaczę. - chciał jeszcze coś powiedzieć ale ja z całej siły uderzyłam go , pojechałam do domu i poszłam do parku choć było chłodno i padał deszcz.
- Hej Nati , co jest ? - zobaczyłam Rossa.
- Cześć. - odpowiedziałam z płaczem w głosie.
- Dlaczego płaczesz ?  - usiadł obok mnie na ławce.
- Mój chłopak całował się z jakąś laską. - Lynch mnie przytulił i zabrał do domu Marthy.

Ross :
Biedna Nati ten jej chłopak to jakiś palant, nie rozumiem czemu  ona  z   nim chodziła , przecież jest tylu fajnych chłopaków. Odprowadziłem ją do domu Dowes.
- Przepraszam cię ale ja już muszę lecieć bo mam próbę. - powiedziałem.
- W porządku , dziękuje że ze mną porozmawiałeś. - lekko się uśmiechnęła.
- Nie ma za co. - pocałowałem ją w policzek.
Następnego dnia ponownie zjawiłem się w domu Marthy żeby sprawdzić jak czuje się Nati.
- Hejcia Nati . - przywitałem się.
- Cześć Ross. - podeszła do mnie i się uśmiechnęła.
- Jak tam ?
- Dobrze.
- Mam takie pytanie. - zacząłem.
- No mów.  - Starell zaprosiła mnie żebym usiadł na kanapie.
- Więc mam dwa bilety do kina na fajny film. Pójdziesz ze mną ? - zapytałem z nadzieją.
- Tak. - rzuciła mi się na szyję.


James :
Martha przez całą noc płakała , próbowałem ją uspokoić ale na marne.
Przytulałem się do niej ale ona mnie odpychała i mówiła żebym jej dać spokój.
Następnego dnia kiedy się obudziłem nie było jej , znalazłem Marthe w salonie , siedziała na kanapie i piła herbatę zapewnie zieloną.
- James no bo ja musze ci coś powiedzieć.  - Dowes wstała ze łzami w oczach , nie wiedziałem co robić.
- Dobrze powiedz kochanie. - poprosiłem żeby usiadła.
- No bo ja.... - zaczęła.

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 30


Martha :
Pojechałam na zakupy do galerii ponieważ mieliśmy jechać na wakacje do Chicago , nie miałam pojęcia co zabrać ze sobą.
Nie za bardzo chciało mi się pakować ale jak już jedziemy to wszyscy , nie miałam wyjścia.
- Hej Martuś. - usłyszałam czyiś głos za sobą.
- Hej a my się znamy ? - momentalnie się odwróciłam i spojrzałam prosto w oczy jakiegoś młodego chłopaka.
- Nie pamiętasz mnie ? - uśmiechnął się.
- No wiesz jakoś cię nie kojarzę. - nie miałam ochoty z nim gadać.
- Byłaś kiedyś w naszej szkole i miałaś z nami lekcję śpiewu.
- Ach tak zapomniałam o tym.
- Może pójdziemy do kina albo coś takiego ? - prosił mnie wzrokiem.
- Ech , ja nie mogę.
- Dlaczego ?
- Mam chłopaka którego bardzo kocham i nie mam zamiaru chodzić na randki z kimś innym.
- Jak to masz chłopaka ? - widziałam że on jest coraz smutniejszy.
- Normalnie. Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Tomek.- odparł.
- Przepraszam cię ale ja już muszę iść.
- Zaczekaj . Jak nazywa się ten twój chłopak ? - zadał mi pytanie Tomek.
- Czemu pytasz ? - byłam zdziwiona.
- Po prostu chciałem wiedzieć. - chciał mnie przytulić ale się odsunęłam.
Rzuciłam szybkie ,, Pa " i pobiegłam do samochodu.

Tomek :
Ona musi być moja , zniszczę tego jej chłopaka tylko najpierw dowiem się kim on jest i jak się nazywa.
- Hej Mike. - zadzwoniłem do mojego kumpla.
- No hej .  Czego chcesz ? - zapytał.
- Znasz tą Dowes ?
- Tak a co ? - czułem ze on nie za bardzo chce gadać.
- Jak nazywa się jej chłopak ?
- Po co ci to ? - był bardzo oziębły.
- Chcę wiedzieć , więc jak ?
- James Maslow z zespołu Big Time Rush.  Coś jeszcze bo jestem zajęty ?
- Dzięki za informacje.

James :
- Moja perełka .- usiadłem obok Marthy.
- Tak Jimmi ? - uśmiechnęła się.
- Kocham cię . - odparłem i pocałowałem ją w szyję.
- Ja ciebie bardziej. - Dowes zarzuciła mi ręce na szyje.
- Nie bo ja bardziej .
- Maslow nie kłóć się ze mną. - brunetka zaczęła się śmiać.
- Oczywiście kochanie.
Nagle wpadł Logan i powiedział że Fox chce iść na spacer.
- Martuś chcesz iść ze mną ? - zapytałem.
- Przepraszam cię ale jestem zmęczona i zostanę w domu.
- Rozumiem mysiu . - pocałowałem ją i wyszedłem z moim psem do parku.
Po kilkunastu minutach poczułem że ktoś mnie śledzi , odwróciłem i jakiś facet z całej siły uderzył mnie w głowę , upadłem nieprzytomny . Obudziłem się w jakimś domu , byłem związany.
- Kim jesteś i dlaczego mnie tu uwięziłeś ? - zobaczyłem młodego chłopaka , wyglądał na około 17 - 18 lat.
- Najpierw cię zabije , później Dowes o tobie zapomni i wtedy Martha będzie tylko moja. - zaczął się śmiać , najchętniej bym go zabił.
- Ona nigdy nie będzie twoja. - byłem coraz bardziej rozwścieczony.
- Za kilka dni w Big Time Rush będzie tylko trzech chłopaków.
- Nie masz prawa jej dotknąć !
- Miałem już dość tego jak wy cięgle się dotykacie i całujecie !
- Skąd ty o tym wiesz ?!
- Mam swoich ludzi.
- A tak w ogóle skąd wiesz jak ja się nazywam ?
- Obserwuję was już ponad cztery miesiące i wiem o tobie wszystko.  Zamknąłem cię żebyś nie stał mi na przeszkodzie w zdobywaniu
 Marthy.  O tym jak się nazywasz to wiem już od dawna , zadzwoniłem do twojego kumpla żeby się upewnić.
- Jak jej zrobisz krzywdę to cię uduszę !

Martha :
Cholera , Jamesa nie ma już od trzech godzin , okropnie się o niego bałam.
Wyszłam do parku i zaczęłam krzyczeć , nagle znalazłam Foxa który był przywiązany do drzewa , miałam okropne myśli .
Wzięłam psa na ręce i pobiegłam z płaczem do domu , nikogo nie było w mieszkaniu oprócz Kendalla , wpadłam do jego pokoju ze łzami w oczach.
- Martha co się stało ? - Schmidt natychmiast się zerwał.
- Ktoś chyba zrobił Jamesowi krzywdę .
- Że co ?
Opowiedziałam mu wszystko a Kendall powiedział że musimy iść na policję. Pojechaliśmy na komisariat i zgłosiliśmy zaginięcie.
Jamesa nie było już od kilku dni a ja dniami i nocami płakałam , byłam bezradna. Pewnego dnia dostałam smsa :

,, Jeśli chcesz zobaczyć swojego chłopaka musisz przyjechać do domu państwa McLevis w Los Angeles .
  Wiesz że cię bardzo kocham , twój Tomek. ''

Pojechałam tam z Carlosem i Loganem , weszliśmy na plac tego pensjonatu i nagle ukazał się nam Tomek z bronią wycelowaną w Jamesa.
- James ! - chciałam do niego podejść.
- Nie podchodź do niego bo on tego bardzo pożałuje.
- Dlaczego ty mi to robisz ?! - krzyczałam ze łzami.
- Bo cię kocham , nie rozumiesz ?
- Zrozum do cholery że ja kocham tylko Jamesa !
- Mam już dosyć tego że wy cały czas chodzicie dotykacie się , całujecie , chodzicie na randki i mówicie ,, Kocham cię " !
- Jeśli mnie kochasz daj mi być z Jamesem !
- Nigdy !

Tomek :
Tak bardzo chciałem zabić tego Maslowa żebym mógł mieć Marthę tylko dla siebie. Miałem ochotę strzelić do niego.
- Daj mi go przytulić ! - widziałem że Dowes płakała , nie chciałem tego.
- Dobrze ale tylko przez chwilę , ale wiesz że jeden zły ruch i po twoim Jamesie.
Martha podbiegła do tego Maslowa , przytuliła go a on uklęknął przed nią i zaczął coś do niej mówić .
- Dobra już koniec tej czułości , wracaj na swoje miejsce ! - wycelowałem broń w jego serce. 
- Nie dokończyłem tego co chciałem jej powiedzieć !
- James błagam cię nie ruszaj się. - Dowes trzęsła się ze strachu.
- Nie obchodzi mnie to , Kocham cię Martha . - Maslow zaczął biec jej stronę.
- Nie podchodź do niego ! - krzyczałem w stronę brunetki ale ona mnie nie słuchała , podbiegła do niego a ja strzeliłem jej w serce.
Dopiero po chwili uświadomiłem sobie co zrobiłem , zabiłem osobę którą kocham.
- Martha! - trząsłem się ze strachu.

Carlos :
Poszliśmy zobaczyć gdzie oni są i ujrzeliśmy kałużę krwi , Marthę oraz Jamesa który błagał ją żeby otworzyła oczy.
- Ty dupku . - z całej siły uderzyłem go w twarz.
- Ja ją kocham. - tłumaczył się ten chłopak.
- Uduszę cię za to co jej zrobiłeś. - rzuciłem się na niego ale gdyby nie Logan to ten pieprzony palant zginąłby.
Za chwilę przyjechała policja i pogotowie którzy zabrali Dowes  do szpitala , siedzieliśmy przy niej przez parę godzin.
Nagle zjawił się lekarz.
- Co z nią ? - zapytałem.
- Pani Dowes jest w bardzo ciężkim stanie
- Co to znaczy ? - Alexa była wystraszona tak samo jak ja.
- To znaczy że pani Dowes może nie przeżyć dzisiejszej nocy. - kiedy Nati to usłyszała zaczęła płakać.
Poszliśmy do Jamesa.
- Jeśli chce pan porozmawiać ze swoją dziewczyną musi pan to zrobić teraz.
- Dlaczego ?
- Pani Dowes może w każdej chwili umrzeć. - lekarz był bardzo poważny.
James wstał ze szpitalnego krzesła i poszedł jak najszybciej do Marthy.

James :
Jeśli Martha umrze ja popełnię samobójstwo , nie potrafię bez niej żyć , nie chcę innej dziewczyny.
- Martuś , księżniczko ja nigdy nie myślałem że ci to powiem ale ja chciałbym być twoim mężem. Nie zostawiaj mnie , ja nie przeżyje tego jeśli ty umrzesz. - trzymałem ją za rękę , głaskałem po głowie i płakałem.
Nagle coś zaczęło dziwnie pikać , do sali wpadł lekarz i pielęgniarki , kazali mi wyjść, na monitorze wyświetlało się to :

Za dosłownie chwilę przyszedł lekarz.
- Bardzo nam przykro ale nie udało nam się jej uratować , może się pan z nią pożegnać.
- Martha dlaczego odeszłaś ? - zacząłem mówić ze łzami w oczach i złożyłem na jej ustach ostatni pocałunek.
Wszyscy płakaliśmy.
- Zawsze będę cię kochał , nigdy o tobie nie zapomnę , na zawsze będziesz najważniejszą osobą w moim życiu.
Wszyscy poszli do domu a ja dalej z nią siedziałem , przestałem płakać ale za kilkanaście minut przypomniałem sobie jej pocałunek i czułe słowa i znowu zacząłem płakać.
- Chcę usłyszeć twój słodki głos ponownie.
Lekarze chcieli ją zabrać ale ja na to nie pozwoliłem. Nie mogłem przestać płakać .
- James proszę nie płacz. - usłyszałem głos Marthy , serce mi stanęło , podniosłem się żeby upewnić się że to nie moja wyobraźnia .
Martha żyła , lekko się do mnie uśmiechnęła a ja się dosłownie na nią rzuciłem , całowałem ją w wszędzie , nie mogłem się powstrzymać .
- Martusia kocham cię. - dałem jej buziaka w szyję.
- Ja cały czas żyłam tylko zapadłam w taką jakby śpiączkę. Wampiry tak mają kiedy ktoś je postrzeli - cieszyłem się każdym jej słowem .
To był najcudowniejszy dzień w moim życiu . Moja księżniczka żyje . Pobiegłem do lekarza aby powiedzieć że Martunia żyje , ten lekarz odparł że to jakiś cud i pozwolił zabrać mi moją myszkę do domu . Reszta też nie mogła uwierzyć . Wziąłem ją na ręce , zaniosłem do jej pokoju i położyłem się obok mojej perełki .
- Czyli chcesz być moim mężem ? - zapytała Martha.
- Wiem że bez pierścionka nie powinienem ale..  - wstałem z łóżka i uklęknąłem przed Marthą.
- Wyjdziesz za mnie ? - spojrzałem w jej oczy.
- Tak . - Dowes ze łzami w oczach rzuciła mi się na szyję .